Sylwetki

Sekty XXI wieku — psychologia kultów i mechanizmy manipulacji

· · 7 min czytania
Współczesne sekty

Sekty fascynują, bo każda z nich opowiada tę samą historię: zagubiony człowiek znajduje wspólnotę, która obiecuje sens. Z perspektywy psychologii poznawczo-behawioralnej najbardziej interesujące nie są egzotyczne wierzenia, tylko mechanizmy, dzięki którym inteligentni ludzie zostają w grupach robiących im krzywdę. Robert Cialdini opisał tę dynamikę w „Influence” (1984) jako kombinację reguły zaangażowania, dowodu społecznego i autorytetu. Steven Hassan przekuł to na model BITE — kontrola zachowania, informacji, myśli i emocji. W tym tekście przyglądam się pięciu głośnym ruchom XXI wieku przez ten filtr.

Słowo sekta jest w polszczyźnie pejoratywne i nieprecyzyjne. W literaturze socjologicznej (Bromley, Melton) używa się raczej terminów nowy ruch religijny albo grupa wysokokontrolna. Różnica nie jest akademicka — przesądza o tym, czy mamy do czynienia z legalnym zborem, czy z organizacją, w której odejście wiąże się z utratą rodziny i pieniędzy.

Scientologia — jak sprzedawać terapię za 500 tysięcy dolarów

L. Ron Hubbard ogłosił scientologię w 1954 roku, wcześniej publikując Dianetykę (1950) — książkę, która dziś czytana z perspektywy psychologii klinicznej brzmi jak parodia psychoanalizy z dodatkiem science fiction. Centralny rytuał — auditing — to rozmowa z audytorem przy E-meterze, urządzeniu mierzącym opór skóry. Z punktu widzenia nauki E-meter jest galwanometrem, a auditing przypomina ekspozycję na bodźce emocjonalne. Działa, w sensie behawioralnym, na tej samej zasadzie co przeciętna terapia ekspozycyjna (Foa, 2005, American Psychologist) — z tą różnicą, że pacjent płaci za każdą sesję, kolejne stopnie wtajemniczenia kosztują dziesiątki tysięcy dolarów, a wszystko, co powie, zostaje nagrane.

Co przyciąga? Mechanizm sunk cost fallacy w czystej postaci. Człowiek, który wydał 50 tysięcy na poziom OT III, nie wycofa się, bo musiałby przyznać sam przed sobą, że stracił. To samo zjawisko opisał Daniel Kahneman w Thinking, Fast and Slow (2011) jako asymetrię ważenia strat i zysków.

Mormoni — przykład grupy, której większość badaczy nie nazywa już sektą

Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (LDS, potocznie mormoni) to ciekawe studium, bo pokazuje przejście od grupy izolowanej do mainstreamowej religii. W XIX wieku praktykowali poligamię, mieli własne państwo w Utah, byli prześladowani. W XXI wieku LDS ma kilkanaście milionów członków, własny uniwersytet (Brigham Young University), rozbudowany system pomocy społecznej i konserwatywne, ale legalne i jawne praktyki.

Z perspektywy modelu BITE Hassana mormoni mieszczą się w kategorii high demand religion, ale nie w kategorii niszczących kultów. Klucz różnicujący: członek LDS może odejść bez utraty pracy i kontaktu z rodziną poza kościołem (choć wewnątrz społeczności odczuje wykluczenie). To ważna granica — ja w gabinecie spotykam się czasem z osobami po odejściu z grup wysokokontrolnych, i właśnie kwestia „czy mogę odejść bez katastrofy materialnej” przesądza o tym, jak długo trwa terapeutyczne odzyskiwanie autonomii.

Rajneeshpuram — gdy duchowość kończy się oskarżeniem o bioterroryzm

Bhagwan Shree Rajneesh, później Osho, w latach 80. założył w Oregonie komunę Rajneeshpuram. Mieszanka medytacji dynamicznej, liberalnego podejścia do seksualności i dyskursu antyestablishmentowego przyciągnęła kilkanaście tysięcy zwolenników, głównie z zachodniej klasy średniej. Komuna upadła, gdy część kierownictwa zorganizowała największy bioterrorystyczny atak w historii USA — w 1984 roku zatruto sałatkę w 10 restauracjach miasteczka The Dalles bakteriami salmonelli, by wpłynąć na wynik lokalnych wyborów. Zachorowało 751 osób (CDC, MMWR 1985).

Współczesne centra Osho, oferujące warsztaty medytacyjne, prezentują wygładzoną wersję historii. Z perspektywy psychologii nauki ruch jest ciekawym przykładem mechanizmu, który Leon Festinger opisał w When Prophecy Fails (1956): gdy fakty obalają doktrynę, grupa nie odrzuca doktryny, tylko wybiera tę część historii, którą da się dalej opowiadać.

Heaven’s Gate — kult, który skończył się masowym samobójstwem

26 marca 1997 roku w Rancho Santa Fe w Kalifornii znaleziono 39 ciał. Członkowie Heaven’s Gate, prowadzeni przez Marshalla Applewhite’a, wierzyli, że za kometą Hale-Boppa leci statek kosmiczny, który zabierze ich na następny poziom istnienia — pod warunkiem opuszczenia ciał. Wszyscy mieli identyczne stroje, czarne Nike, w kieszeniach po pięć dolarów i ćwierćdolarówkę.

Z punktu widzenia psychologii klinicznej Heaven’s Gate to przykład grupy, w której połączyły się trzy czynniki opisane przez Roberta Liftona w klasycznej pracy Thought Reform and the Psychology of Totalism (1961): kontrola środowiska, święta nauka i kult osoby. Members pisali w listach pożegnalnych, że są szczęśliwi i wybierają to dobrowolnie. To prawda — i jednocześnie nieprawda, bo zdolność do wolnego wyboru jest w takich grupach systematycznie demontowana przez izolację, deprywację snu i powtarzanie doktryny w cyklu zamkniętym.

Falun Gong — między ruchem religijnym a graczem geopolitycznym

Falun Gong (Falun Dafa) powstało w Chinach w 1992 roku jako system ćwiczeń qigong połączony z trzema zasadami moralnymi: prawdomówność, życzliwość, cierpliwość. W 1999 roku ruch liczył kilkadziesiąt milionów wyznawców, co zaalarmowało chińską partię komunistyczną. Od tamtej pory praktykowanie Falun Gong jest w Chinach zakazane, dochodzi do prześladowań — to fakt udokumentowany przez raporty ONZ i Amnesty International.

Komplikacja polega na tym, że Falun Gong na Zachodzie operuje też potężną siecią medialną (Epoch Times, NTD, Shen Yun) i miesza praktyki duchowe z konkretną agendą polityczną. Z perspektywy psychologa to przypadek graniczny — łatwo wskazać autentyczną krzywdę członków w Chinach, trudniej ocenić, czy zachodnie struktury Falun Gong realizują model high demand, czy są zwykłą organizacją diasporową. Najuczciwiej powiedzieć: nie wiadomo na pewno, i właśnie to powinno wzbudzać sceptycyzm po obu stronach.

8 sygnałów ostrzegawczych grupy wysokokontrolnej

Steven Hassan w Combatting Cult Mind Control (1988) zaproponował model BITE. Streszczam go w postaci ośmiu pytań — jeśli odpowiedzi na większość brzmią twierdząco, warto się zatrzymać:

  1. Czy grupa kontroluje, gdzie mieszkasz, śpisz, jesz?
  2. Czy odejście wiąże się z utratą rodziny, pracy lub statusu finansowego?
  3. Czy istnieje jeden charyzmatyczny przywódca, którego nie można krytykować?
  4. Czy informacje spoza grupy są przedstawiane jako kłamstwa wrogów?
  5. Czy jesteś zachęcany do donoszenia na innych członków?
  6. Czy doktryna ma odpowiedź na każdą wątpliwość — i to ta sama odpowiedź?
  7. Czy emocje (strach, wstyd, ekstaza) są systematycznie używane jako narzędzia decyzyjne?
  8. Czy grupa rości sobie monopol na prawdę zbawczą lub poznawczą?

Te kryteria działają nie tylko wobec sekt religijnych. Te same mechanizmy spotykam u klientów w gabinecie w opowieściach o multi-level marketingu, drogich kursach rozwoju osobistego z weekendowymi wyjazdami albo społecznościach skupionych wokół jednego coacha-guru. Granica między wspólnotą a manipulacją bywa cienka.

Co robić, gdy ktoś bliski wpada w grupę wysokokontrolną

Tu pop-psychologia daje fatalne rady. Konfrontuj go faktami działa rzadko, bo grupy mają wbudowaną odpowiedź na fakty z zewnątrz: to próba sabotażu. Hassan w Releasing the Bonds (2000) opisał tzw. Strategic Interaction Approach — zamiast atakować doktrynę, utrzymujemy relację, zadajemy pytania, zostawiamy okno powrotu. Brzmi powoli i nieekscytująco, ale to jedyne podejście, które ma poparcie w badaniach (Wright, Leaving Cults, 1987).

Drugi punkt: nie infantylizować. Ludzie, którzy trafiają do takich grup, najczęściej nie są naiwni ani głupi. Częściej są w trudnym momencie życia — po stracie, w kryzysie tożsamości, samotni. Grupa daje im to, czego nie znaleźli gdzie indziej. Wyciągnięcie ich wymaga zaproponowania alternatywy, nie tylko obnażenia kłamstwa.

Czym różni się sekta od nowego ruchu religijnego?

Sekta to termin pejoratywny, w literaturze socjologicznej używa się neutralnego określenia nowy ruch religijny lub grupa wysokokontrolna. Różnica praktyczna: nowy ruch religijny może być legalny i nieszkodliwy (np. współczesna gałąź mormonów), grupa wysokokontrolna utrudnia odejście, kontroluje informacje i finanse członków, izoluje od zewnętrznych relacji.

Po czym poznać, że grupa, do której należę, jest manipulacyjna?

Najprostszy test: spróbuj wyobrazić sobie, że odchodzisz. Jeśli odejście oznacza utratę rodziny, pracy, mieszkania albo statusu finansowego — to nie jest zwykła wspólnota, tylko grupa, w której wbudowano koszt wyjścia. Dodatkowy sygnał: jeden lider, którego nie można krytykować, oraz doktryna, która ma gotową odpowiedź na każdą wątpliwość.

Jak pomóc bliskiej osobie, która wpadła w sektę?

Konfrontacja faktami zwykle nie działa, bo grupa ma wbudowaną odpowiedź na ataki z zewnątrz. Skuteczniejsze podejście opisał Steven Hassan jako Strategic Interaction Approach — utrzymywanie relacji, zadawanie pytań, zostawianie otwartego kanału powrotu. Dobrze też skonsultować się z psychologiem mającym doświadczenie z grupami wysokokontrolnymi, bo nieprzemyślana interwencja może wzmocnić identyfikację z grupą.

Powiązane artykuły

Źródła i dalsza lektura

(Visited 259 times, 1 visits today)

Czytaj dalej